image
2022-01-07 10:10:12
No time to die... because I'm death already.
Czy to jest to najgorszy film z Danielem Craig'iem w roli Jamesa Bonda? Ogromny zawód.? Po 15 minutach filmu wiedziałem, że będzie albo rewelacyjnie albo tragicznie.

Tekst ten napisałem pod wpływem komentarzy w Internecie wychwalających jakoby miała to być najlepsza część przygód James Bonda. Zapraszam na bardzo osobistą i syntetyczną recenzje.

Wyczekiwałem z niecierpliwością nowej odsłony filmu o agencie 007 z uwagi na uwielbienie do serii oraz miałem nadzieję, że będzie po prostu lepsza niż słaba poprzednia. Jakże bardzo się myliłem. Postanowiłem wypunktować zalety i wady filmu, gdyż jest to pewnego rodzaju kontr recenzja a jednocześnie próba rozliczenia się z tym jakże wyczekiwanym przeze mnie filmem. Jako, że jestem fanem serii a szczególnie lubię filmy z Piercem Brosnanem i Danielem Craigiem ostrzegam, że jako jeden z niewielu tekstów nie jest on zachętą do obejrzenia filmu „Nie czas umierać” a zachętą do zapoznania się z całą serią.

Co dobrego zobaczyłem na ekranie:

  1. Zdęcia i montaż. Bardzo dobrze poprowadzona kamera, ciekawe ujęcia, mimo niektórych problematycznych lokacji (sposób odwiedzin Stavro Blofelda, chyba nie mógł być bardziej idiotyczny).
  2. Udźwiękowienie też niezłe.
  3. Sceny akcji - dają radę, jednak brakuje im odrobiny realizmu. W filmie stawia się w niektórych momentach mocno na realizm a w innych trzytonowe range rovery latają w powietrzu. To nie seria Taxi.
  4. Ciekawy powiew świeżości w postaci Any de Armas choć niezasłużenie zmarnowany wynikający z tego potencjał. Pewien fragment filmu przypominał mi "Sprzymierzonych" Zememeckisa i akcję Brada Pitt'a i Marion Cotillard. Czuć było chemię między nią a Craigiem podobnie jak między bohaterami filmu Zemeckisa. I TO TYLE PLUSÓW

Co złego zobaczyłem na ekranie:

  1. Scenariusz. Oglądając film miałem dokładnie odczucie, że aktorzy odgrywając swoje kwestie nie do końca wiedzą jak mają to zagrać i nie znają scenariusza. Jest taki news krążący po Internecie jakoby zdjęcia zasotały ukończone przed ukończeniem finalnej wersji scenariusza. Potwierdza to bełkot dialogowy antagonisty 007, chwilami nie do wytrzymania. Sam scenariusz tak niesamowicie spłyca wątki zaczęte w Cassino Royale i Quantum of Solace, mam na myśli siłę i potęgę "organizacji widmo", że po godzinie filmu ma się ochotę wyjść z kina. James Bond powinien czuć się oszukany. Cztery poprzednie filmy z nimi walczył, a tu od tak sobie.... dalej nie będę pisał, kto oglądał ten wie.
  2. Daniel Craig - gra aktorska słaba. Czuć, że on to tylko dla kasy zrobił. Przecież żegnał się z tą rolą już dwa razy. Widać na ekranie, że jest już aktorem nie najmłodszym i wg mnie nie chce mu się poświęcać tyle sił w kreowanie postaci, tak jak było to w Cassino Royale. Przecież zrobił to w czterech innych filmach i wszyscy wiedzą kto tu jest 007, nawet jeżeli M zwraca się tak do kogo innego.
  3. Coś o czym wspominałem wcześniej - DIALOGI!! Już dawno nie widziałem gorszych. Faktycznie kręcono ten film, jak sławny już i kultowy polski film "Rejs". Nakręcimy różne sceny, a w montażu zobaczymy co z tego wyjdzie. Scenariusz napiszemy na końcu. W dialogach nie ma sensu, spójności ani niczego ciekawego. W połączeniu z słabą grą aktorską głównych bohaterów powodują, że nie ma się ochoty śledzić rozmów, tylko czeka się kiedy będzie akcja. Może będzie coś fajnego.
  4. No właśnie akcja. Co prawda jak pisałem, daje radę, ale za to jest za mało ciekawie zrealizowanych i świeżych scen. Do tego oglądając je, ma się odczucie "Ja to już widziałem i to nie w innym filmie tylko w poprzednim Bondzie". Sceny strzelanin, pościgów i walki są wtórne, a sam film jest przegadany. Nie o to chodzi w tej serii.
  5. Postacie drugoplanowe: Q powinien mieć chyba nowy inicjał Q+, M w sumie mogło by go nie być i film niczego by nie stracił, słaba rola tego wybitnego aktora, Nomi - postać bez sensu, niczego nie wnosi do fabuły, aktorka źle dobrana, na siłę wstawiona do fabuły, aby pokazać silną rolę kobiecą i nie czepiam się koloru skóry, po prostu albo idziemy na całość i namaszczamy nowego aktora lub aktorkę na rolę 007, albo dajemy sobie spokój.
  6. Zakończenie. Irracjonalne w stosunku do fabuły filmu i drogi jaką przeszedł bohater grany przez Daniela Craig'a oraz ikoniczności postaci. Więcej nie napiszę, aby niczego nie zdradzać. Kto oglądał ten sam wyciągnie swoje wnioski.

Podsumowując jest to najgorszy film z Danielem Craig'iem w roli Jamesa Bonda. Ogromny zawód. Po 15 minutach filmu wiedziałem, że będzie albo rewelacyjnie albo tragicznie. IMHO - tragicznie. Dlaczego? Wchodzę do kina, siadam, sala się zapełnia włączają się reklamy. Czekam i czekam na film. Zerkam na reklamy nadchodzących premier i film się zaczyna. Oglądam pierwszą scenę/zawiązanie fabularne (w scenerii zimowej), akcja się toczy, dociera do momentu gdy bohaterka wypływa na powierzchnię wody i pojawia się twarz Daniela Craiga. Akcja przechodzi do samochodu a ja po tym, że jadą Astonem Martinem zauważyłem dopiero, że oglądam film o przygodach James'a Bonda. Pierwsze 15 minut filmu tak mnie wciągnęło, że o tym zapomniałem. Akcja przypominała bardziej norweskie kino albo sceny z filmu Hanna z Ericiem Bana. I było by to ok, tylko skoro oglądam film i zapominam, że to jest nowy odcinek przygód James'a Bonda to coś tu jest albo nie tak albo jest to genialne nowe podejście do tego tematu. Szkoda, że cały film nie trzymał tego klimatu i nie budował napięcia jak pierwsze 15 minut filmu. W połowie filmu myślałem "Niech się już skończy ten film". Druga myśl - ciekawe kiedy ogłoszą kto będzie grał "nowego Bonda" i kiedy wyjdzie nowy film. Czy zatrze ten niesmak po "tym czymś". Następnego dnia po prostu włączyłem sobie kolejny raz Cassino Royale i zrobiło mi się trochę lepiej na duszy.

::: Pozostałe w tej kategorii :::